Otomin i Odmina

  • Miasto : Otomin
logo
A A

Tuż za granicami Gdańska, wśród porośniętych lasem wzgórz leży Jezioro Otomińskie. Na wysuniętym w jezioro półwyspie stał kiedyś niewielki zamek. Panem zamku był młody rycerz Otomin, który odziedziczył go po przedwcześnie zmarłych przodkach. W czasach pokoju nie miał zbyt wiele do roboty: polował, doglądał pracy poddanych , czyścił zbroję, aż błyszczała jak lustro. Był marzycielem, godzinami krążył po jeziorze, obserwując wodę, słuchając śpiewu ptaków i obserwując ryby.


Tego dnia zatrzymał łódź w cichej zatoczce. Zaczął marzyć i nagle poczuł się dziwnie samotny. I właśnie wtedy z toni jeziora wynurzyła się przepiękna dziewczyna. Od normalnej kobiety różniła się tylko tym, że jej żywiołem była woda, chociaż mogła przebywać na powietrzu. Była ubrana w białą szatę, we włosach miała upięty wianek z lilii wodnych. Jej widok, nieodparty wdzięk i płynne ruchy zachwyciły młodzieńca. Dowiedział się, że jest rusałką, córką władcy słodkich wód, który powierzył jej opiece to jezioro. Czas w jej towarzystwie upływał tak szybko, że ani się spostrzegł, jak zaszło słońce i zaczął zapadać mrok. Trzeba było się pożegnać. Wodnica pocałowała goi znikła w chłodnych wodach jeziora, a on wrócił do zamku i nie przestawał myśleć o czarownym zjawisku.


Odtąd spotykali się codziennie i wkrótce połączyła ich miłość. Rycerz nigdy dotąd nie był tak szczęśliwy. Niepokój wzbudzało to, co ich różniło – jego żywiołem było powietrze i cała zielona ziemia, jej – woda. Czy uda się połączyć tak sprzeczne środowiska? Odsuwał te myśli na później.


Aż pewnego dnia świat dał znać o sobie. Książę, który był zwierzchnikiem rycerza, wezwał go na gdański zamek. Takie wezwanie mogło oznaczać wyprawę wojenną i dłuższą nieobecność nad jeziorem. Pożegnanie Otomina z Odminą było pełne łez. Na odjezdnym rusałka zdjęła z głowy nigdy nie więdnący wianek z lilii wodnych i przypięła mu go do kolczugi. Zobowiązała go zarazem, by nikomu nie zdradził jej imienia. – Jeżeli ktoś się dowie, od kogo dostałeś wianek, nigdy więcej się nie zobaczymy! – Rycerz poprzysiągł milczenie i pojechał do Gdańska.


Przyjemnie było znaleźć się znowu na książęcym dworze i przywitać z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. A ileż tu było pięknych dam! Szczególnie piękna wydała mu się córka księcia. Jak zalotnie przechylała główkę, jak wdzięcznie uśmiechała się do niego. A kiedy tańczyli, czuł się tak, jakby nigdy nie spotkał Odminy. Ale gdy choć na chwilę zostawał sam, wracały miłe wspomnienia i miał ochotę natychmiast ujrzeć smukłą postać rusałki.


Z niezwykłym zainteresowaniem spotkał się przypięty do jego zbroi wianek z wodnych kwiatów. Podziwiano jego biel i trwałość. Każdy pytał, skąd go ma. Ale on milczał, wierny złożonemu przyrzeczeniu.


Pobyt na zamku zbliżał się ku końcowi. Otomin przyjął ostatnie instrukcje, siadł na konia i wyjechał. Na zamkowym moście czekała na niego księżniczka, żeby się pożegnać. Rzuciła mu się na szyję i gorąco ucałowała. – Nie odjeżdżaj – prosiła – dokąd ci tak spieszno? Pewnie do tej, która dała ci wianek? Powiedz, kto to? Jak się nazywa? I tak długo i gorąco go prosiła, tak uroczo i niewinnie wyglądała, że rycerz zapomniał o danej obietnicy i wyrzekł imię Odminy. W tym momencie zerwał się wiatr, ciemne chmury pokryły niebo, Motława zaczęła się burzyć. Księżniczka, która wolałaby usłyszeć inną odpowiedź, schowała się w zamku, a rycerz pełen niepokoju pogalopował do domu. Gdy tylko znalazł się nad jeziorem, zaczął wołać: - Odmino! Ale Odminy nie było i tylko echo odpowiedziało: Odmino!...Odmino!...


Otomin już nigdy nie zobaczył rusałki. Niedługo potem wyjechał na wojnę i poległ w walce z wrogiem. Opustoszały zamek się rozpadł. Pozostał tylko ślad wałów na półwyspie i echo, które do dziś powtarza imię Odminy.


 Na podstawie książki Andrzeja Januszajtisa "Legendy dawnego Gdańska".


Więcej legend - patrz tutaj